Ile czasu powinniśmy spędzać z tulpą?

Dlaczego piszę ten wpis?

Poinformowano mnie o pewnej niepokojącej wypowiedzi jednej z administratorek konkurencyjnego portalu tulpa.pl:

Nie wiem, czy jesteś w odpowiednim wieku, ale w internecie krążył kiedyś film z czarnoskórym mężczyzną, którego Polacy uczyli dla żartów przeklinać. Jego znaczenie było takie, że trzeba bardzo ciężko pracować. I tak samo jest z tulpą – musisz BARDZO CIĘŻKO PRACOWAĆ, żeby coś osiągnąć. Nie wystarczy tutaj 5-20 minut w ciągu dnia i godzina-dwie w nocy. Nic takim postępowaniem nie zdziałasz. Jeśli tulpa ma się rozwinąć, musisz wymusić na mózgu jej aktywność. To, że przeżywacie przygody w WL nijak się ma do stopnia jej rozwoju, nie jest jego wyznacznikiem.

Musisz z nią rozmawiać, musisz do niej mówić. Jak najczęściej w ciągu dnia, nawet o byle pierdole, nawet o tym, że zobaczyłeś okruszek na stole albo że biedronka usiadła na kwiatku i siedzi. Tulpa ma cały czas dostawać bodźce. W twoim mózgu już ktoś żyje – ty. Jeśli chcesz, żeby zaczęła żyć jeszcze jedna osoba, musisz się o to postarać. Jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić, zrezygnuj. Jeśli jesteś – jeśli to zrobisz – powitam cię na tym legendarnym pokładzie.

Ta wypowiedź istotnie mnie oburzyła. Po pierwsze, „5-20 minut w ciągu dnia i godzina-dwie w nocy” to nie jest wcale tak mało i w zupełności wystarczy do rozwoju tulpy. Po drugie, wzbudzanie poczucia winy u początkujących użytkowników, którzy spędzają ze swoją tulpą czas i dbają o nią, bo ktoś ocenia ich swoją miarą, wydaje mi się po prostu obrzydliwe. Po trzecie, tulpowanie to nie jest wyścig. Zakładając, że rozwój tulpy jest wprost proporcjonalny do spędzanego z nią czasu, spędzając z tulpą dwie godziny dziennie przez dwa tygodnie osiągniemy takie same postępy, co spędzając z tulpą cztery godziny dziennie przez tydzień. Po czwarte, w tworzeniu tulpy ważny jest nie tylko poświęcony czas, ale także nastawienie hosta – wmawianie mu, że do stworzenia tulpy potrzebna jest ciężka praca, może sprawić, że będzie tego oczekiwał i w efekcie hamować postępy.

A ile czasu naprawdę powinniśmy spędzać z tulpą?

Nie ma jedynej słusznej odpowiedzi na temat, ile dokładnie czasu w ciągu dnia powinniśmy poświęcać tulpie. To indywidualna sprawa w której trzeba pamiętać o kilku ważnych rzeczach:

  • Tulpa nie rozwinie się, jeśli nie będziemy spędzać z nią czasu w ogóle. Rozwój tulpy jest zależny od czasu jaki w niego włożymy.
  • Jeśli spędzamy z młodą tulpą regularnie nawet małe ilości czasu, nie powinna się ona cofnąć w rozwoju.
  • Czas spędzany z tulpą powinien być dla nas przyjemny. W końcu nie bawimy się w tulpowanie po to, by się do niego zmuszać, ale po to, by czerpać z niego przyjemność i dawać ją naszej tulpie.
  • Nie powinniśmy zaniedbywać naszych obowiązków przez tulpę. Można jednak rozmawiać z nią podczas wykonywania innych czynności.

Uwzględniając te rzeczy, nasuwa się dość jednoznaczny wniosek. Czas, który powinniśmy spędzać z tulpą to minimum z tego ile chcemy z nią go spędzać i na ile możemy sobie na to pozwolić. Powinniśmy jednak tę chwilę dziennie dla młodej tulpy znaleźć (nawet przy okazji wykonywania innych czynności), robienie długich przerw w kontaktach z tulpą może negatywnie wpływać na jej rozwój.

Jak zwykle, zachęcamy do dzielenia się swoją opinią w komentarzach i na czacie.

16 myśli na temat “Ile czasu powinniśmy spędzać z tulpą?

  1. Czy ty stanowisz w ogóle jakąkolwiek konkurencję dla tulpa.pl? Żal mi się robi, jak widzę takie totalne i absolutne głupoty. To świadczy tylko o tym, jak bardzo nie masz pojęcia, kim powinna być tulpa dla hosta i czym ona w ogóle powinna być. Nic dziwnego, że napisałeś ten pseudo-poradnik o towarzyszach albo że szerzysz pogląd, że tulpa to taki „wymyślony przyjaciel na wyższym poziomie zaawansowania”.
    Ja swojego tulpę tworzyłam z pełnym zaangażowaniem, nie było chwili żebym z nim nie rozmawiała, bo zależało mi na stworzeniu swojego przyjaciela który będzie mnie wspierać, rozmawiać ze mną, dawać mi rady i tak dalej. Jakbym chciała stworzyć bezmyślną kreaturę żeby mi potakiwała, to spędzałabym z nią „minimum [czasu] z tego ile chciałam z nią go spędzać i na ile mogłam sobie na to pozwolić”. Naprawdę Mon, myślałam, że masz więcej rozumu ale okazuje się, że wcale nie. Całkowicie i absolutnie się zgadzam z administracją tulpa.pl.

    1. Na pierwsze pytanie pewnie ci obiektywnie nie odpowiem, ale możesz wpaść na nasz czat i zapytać się innych użytkowników.
      Moim zdaniem o tym, czym powinna być tulpa dla hosta, decydować powinni przede wszystkim host i tulpa. W swoim wprowadzeniu do tulpowania porównuję tulpy z wymyślonymi przyjaciółmi u dzieci, ale nie tylko.
      Nikt nie ocenia z jakim zaangażowaniem tworzyłaś tulpę, sama też nie powinnaś oceniać czyjegoś zaangażowania. Relacja hosta i tulpy to ich indywidualna sprawa, tak samo to ile czasu razem spędzają. Ja swoje tulpy tworzyłem z powodów bardzo podobnych do twoich, jakoś się rozwinęły mimo tego, że spędzałem z nimi tyle ile chciałem, nie tyle ile się dało. Nie narzekają.

      Btw. Jak tam Marcel, odzyskaliście już kontakt? Też się cieszę, że was widzę 😉

      1. Ta, być może. Dla mnie „spędzenie tyle czasu ile chcę” to każda wolna chwila, w której czegoś nie robię. No bo chcę mieć tulpę, czy nie? Od kogo to zależy, żeby się rozwinęła? Ode mnie. Jak spędzę z tulpą 5 minut dziennie, no bo tyle mi się uwidzi, bo przecież przez resztę czasu mogę grać albo się bawić, to przecież i tak się rozwinie za pół roku albo za rok. A nawet jak zacznę narzekać że „jeszcze nie słyszę mojej tulpy a minął miesiąc ratunku pomuszcie tak bardzo chcę ją mieć”, to wszyscy będą mnie klepać po pleckach i pocieszać, bo przecież robię wszystko co mogę i spędzam z nią maksimum czasu!
        To dzisiaj tak się robi tulpy? Szkoda, bo myślałam, że chęć stworzenia drugiego człowieka, prawdziwego drugiego człowieka w głowie, to jest coś więcej, niż dwa-trzy spotkania tygodniowo w WL i ponadawanie sobie ekstra-fajowego wyglądu dla picu.

        1. Może i tak, ale mówienie, że godzina dwie dziennie to mało to gruba przesada, po za tym istnieje wiele rodzajów interakcji z tulpą różniących się intensywnością; mówię tu o terminach aktywnego i pasywnego forcowania (a nawet je można rozróżnić pod kątem intensywności), bo czym innym są komentarze odnośnie tego co właśnie robimy kierowane do tulpy, a czym innym taniec w WL

          1. Owszem, godzina-dwie dziennie jednorazowo, to mało. Noale to przecież tylko moje zdanie, tulpę miałam tylko trzy lata, była w stanie tylko rzeczywiście robić coś poza uśmiechaniem się do mnie w WL. I fakt, że dzieciaki (no i oczywiście osoby pełnoletnie) dzisiaj mają takie same problemy czyli właśnie minimalna ilość forcingu i zero kontaktu z tulpą, na co się skarżą, to też „tylko”. Lepiej dobrze się bawić w swoim wyobrażonym świecie.

          2. Widzisz, Molly, nie jesteś jedynym tulpiakiem na świecie i nie tylko ty miałaś tulpę więcej niż 3 lata. Nie każdy, który ma tulpę od kilku lat forcował tak jak długo jak ty, u mnie osobiście też na początku była to godzina dziennie w nocy. I powiesz, że moje tulpy są kukiełkami?

        2. 5 minut dziennie to raczej wystarczająco dużo by tulpa nie cofnęła się w rozwoju, ale myślę, że do jego zwiększenia potrzeba trochę więcej czasu. Ale to o czym Modra wspomniała, że to za mało – czyli mininum godzina w nocy, w zupełności powinna wystarczyć.

          Drugiego człowieka w głowie nigdy nie stworzysz, tulpa to coś w rodzaju drugiej osoby, nie drugiego człowieka

          1. Dobra. Wyobraź sobie, że jesteś w śpiączce, leżysz w ciemnym pomieszczeniu bez dostępu w ogóle do jakichkolwiek bodźców, raz dziennie tylko pielęgniarka przychodzi, żeby zmienić ci pieluchę i co dwie godziny odwrócić na drugi bok, nic przy tym nie mówiąc, co daje w sumie też jakąś niecałą godzinę czasu. Co się dzieje z twoim umysłem?
            To teraz mi powiedz, w jaki sposób tulpa, która nie istnieje, ma zacząć istnieć od 5 minut dziennie i godzinę w nocy forcingu aktywnego, kiedy w nocy to nawet nie można nazwać forcingiem, bo zaraz i tak się zasypia. Ileż tych wszystkich dzieciaków teraz tak prze na forcing w nocy, halucynacje z tulpą że rozmawiają o takich super-ekstra rzeczach, że sobie nie wyobrażacie wszyscy, a potem nagle się okazuje, że tulpa, owszem jest, ale z inteligencją na poziomie orzeszka.

            Dla mnie tulpa to człowiek, bo żyje w ludzkim ciele. Korzysta z niego, mówi jak człowiek, reaguje jak człowiek, uczy się jak człowiek. To podstawa. No ale dobra, mogę używać wyrażenia „druga osoba”, jeśli tak sobie życzysz. Skoro zależy mi na drugiej osobie, tworzę ją po to, żeby stanowiła dla mnie wartościowego towarzysza, to robię co tylko mogę, żeby się rozwinęła. Nie tak? I w to zaliczam jak najczęstsze do niej mówienie, to może być 10 razy dziennie, może być 100 przez minutę każdy kontakt, jeśli ktoś ma taką ochotę, ale nie cholerne „5 minut dziennie i godzinę w nocy”. Kto powiedział, a tym bardziej Modra, że to musi być przez cały dzień bez przerwy? Ja czytam z posta i jakoś nie widzę. Wydzę tylko cholerne leniwe dzieciaki i ich twory, które nic z prawdziwymi tulpami nie mają wspólnego, bo nie żyją tak, jak może naprawdę tulpa. Dlatego porównuję je do bezmyślnych kreatur – bo w większości przypadków tak właśnie jest. I trzeba rzeczywiście Z*Ć, jak mówi ten Murzyn z filmu, żeby cokolwiek się rozwinęło i było INTELIGENTNE.

          2. Obawiam się, że tulpa wcale nie czuje tego co podejrzewasz. Przynajmniej moje tulpy się tak nie czują, choć większość czasu przecież są nieaktywne.
            Z moją pierwszą tulpą nawiązałem kontakt forcując głównie w nocy przed zaśnięciem. I Luna rozwinęła się moim zdaniem bardzo dobrze.
            Nie mów proszę ludziom jak mają żyć, dobrze? Spędzasz dużo czasu z tulpą w ciągu dnia? Bardzo dobrze. Forcujesz głównie w nocy? Też dobrze. Mówisz, że twoja tulpa jest bardziej prawdziwa od tulp „leniwych dzieciaków”, choć nawet nic o ich tulpach nie wiesz. Nie, to już niedobrze.

  2. O, nie, Mon. Ja mówię, jak to powinno wyglądać, kiedy chce się stworzyć wrażliwą, inteligentną, wartościową i niezależną jednostkę, zdolną do okazywania w życiu emocji, empatii, prawdziwych i rozwiniętych cech charakteru, i tworzenia własnych poglądów. Jeśli ktoś chce sobie stworzyć potakującą/negującą kukiełkę, ja nie mam z tym problemu. Tylko wtedy trzeba się określić z góry: „Cześć, przyszedłem sobie stworzyć wymyśloną przyjaciółkę do picia razem herbatki, chcę żeby była słodka, nie musi być mądra”. I ja wtedy nic nie narzucam i wzruszam ramionami, niech sobie tworzy to tulpopodobne-coś. Ale jak ktoś przychodzi i mówi że chce stworzyć oderwaną od niego jednostkę i że będzie robić, co może, to jest nadzieja, i takiej osobie można spokojnie powiedzieć, że jeśli nie będzie się starać, to nic mu z tego nie wyjdzie.

    1. Czyli osoba, która poświęca godzinę dziennie swojej tulpie się nie stara i jeśli nie będzie poświęcała więcej, to będzie miała kukiełkę? Nie zauważyłem, żeby tak było.

      1. Nie zauważyłeś, bo nie widzisz tego u siebie, czy nie zauważyłeś rzeczywiście u innych osób, które udzielają się u ciebie, na blogach, na forach dla dzieciaków chociażby, razem ze swoimi tulpami? Jeśli te tulpy naprawdę robią coś poza odpowiadaniem na konkretnie zadany temat, przedstawieniem zdania hosta albo opowieści, jak to się genialnie bawili w WL ostatniej nocy, to będziesz mieć punkt. Tylko nie wyjedź mi tutaj z grupą niereprezentatywną, bo w realu może być inaczej, bo oboje nie mamy dostępu ani nie znamy większości tulpamantów w Polsce.

        1. Molly, nie znam większości tulp, pamiętaj o tym, że jednak część z nich aktywność wykazuje prywatnie przy swoim hoście, nie w internecie.

  3. Cytat: Widzisz, Molly, nie jesteś jedynym tulpiakiem na świecie i nie tylko ty miałaś tulpę więcej niż 3 lata. Nie każdy, który ma tulpę od kilku lat forcował tak jak długo jak ty, u mnie osobiście też na początku była to godzina dziennie w nocy. I powiesz, że moje tulpy są kukiełkami?

    Koniecznie musisz zwiększyć liczbę zagnieżdżonych komentarzy. Albo ja przyjdę do ciebie kiedyś.
    Co to k* jest TULPIAK? Coś ty wymyślił, człowieku? Wystawiasz na pośmiewisko każdą osobę, którą tak nazywasz. Idź z tym ode mnie. A tym bardziej, nie mów do mnie „Molly”. Czy ja mówię na ciebie „Monuś”?

    Twoich tulp osobiście nie znam, więc się nie wypowiem.
    Tu jest problem, Mon. Bo ty piszesz „ja”, „u mnie”, „moje tulpy”. I tu wychodzi szydełko z woreczka, że jedynym przykładem, jaki podajesz, są twoje tulpy. Bo u ciebie było tak i tak, to u każdego tak będzie. A wyobraź sobie, że nie. Podanie ilości moich kontaktów może zabrzmieć jak przechwalanie się, czego nie chcę, zwłaszcza w dyskusji, ale naprawdę – nawet sobie nie wyobrażasz, ile osób ma z tym problem. Wystarczy popytać, wystarczy przestać się zatrzymywać na „ojej, to twoja tulpa, powinieneś sam określić to, ile czasu chcesz z nią spędzić, wszystko co zrobisz będzie dobre”, tylko właśnie postawić sprawę jasno – nie starasz się, masz w dupie to, co stworzysz? No to proszę bardzo, rób to minimalną ilość czasu. Tylko potem nie przychodź z płaczem, że coś ci nagle nie wychodzi.

    1. Nie mówię, że u każdego tak będzie i to u ciebie właśnie widzę generalizację. Skoro ty poświęcałaś swojej tulpie tyle i tyle czasu w ciągu dnia, a ktoś poświęca mniej, znaczy, że z założenia mu się nie uda i należało go opieprzyć? Rozumiem, jakby poświęcał tylko 5 minut, ale 1-2 godziny w przypadku tulp to nie jest mało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *